wtorek, 28 marca 2017

Polecane w Marcu | Fabjulus, gotowe tła do zdjęć, faceci w sieci, złote plakaty, nasławniejszy królik Instagrama na Youtubie, wyrwane z kontekstu i co poleca donkareads

Polecane w Marcu | Fabjulus, gotowe tła do zdjęć, faceci w sieci, złote plakaty, nasławniejszy królik Instagrama na Youtubie, wyrwane z kontekstu i co poleca donkareads
Dzisiaj dam Wam odpocząć od kosmetyków, w zamian za to pokażę Wam miejsca w sieci, gdzie warto zajrzeć. Zapraszam, bo nie pożałujecie - dzisiaj w zestawieniu najciekawsze miejsca w Internecie, na jakie udało mi  się trafić w upływającym miesiącu.


Gulity Pleasures i Za co kochamy Bonda możecie przeczytać u FabJulus. Blog pisany zabawnym, lekkim językiem, z przymrużeniem oka, oraz dużą dawką humoru, która wywoła uśmiech na twarzy nawet u największej pesymistki. Ale co tu się dużo rozpisywać, przekonajcie się same.

Szukacie inspiracji do zdjęć, ale wiecznie brakuje Wam pomysłowego tła, a nie macie zbyt dużej weny, żeby wykombinować coś na własną rękę? Dzięki gotowym rozwiązaniom jakie daje nam Printea.pl, możemy kupić zestaw teł, w tym np. tak popularny w ostatnim czasie wzór marmuru. Ja jestem na tak  i mam zamiar się w takie tła zaopatrzyć. A Wy? 

Rzadko trafiam i czytam typowo męskie blogi. Ale dla tego bloga, zrobiłam wyjątek, FacetNieidealny.pl podpowie Ci Jak wybrać idealny prezent dla mężczyzny, pokaże Jak smartfony zmieniły podejście do zdjęć czy udowodni, że 20 małych zmian zmieni Twoje podejście do życia i otoczenia. Według mnie męski blog nie tylko dla facetów.



Lubicie ciekawe i nietuzinkowe obrazy i plakaty? Wiem, że tak - na Instagramie i blogach aż roi się od wszelkich inspiracji, czym upiększyć ściany w naszych mieszkaniach. Piękne obrazy, plakaty i inne dodatki do domu, możecie dostać na stronie zloteplakaty.pl. A wybór jest naprawdę spory!

Kojarzycie popularnego Milorda z Instagrama? Właścicielka tego uroczego królika, oprócz udzielania się na Instagramie, postanowiła spróbować swoich sił na YouTube - tak powstał kanał Asiapok. Póki co kanał dopiero się rozwija, ale już widać, że ma spory potencjał.

Czasem monotematyczność blogów kosmetycznych, sprawia, że zaczynam spoglądać chętniej w stronę blogów z typowo luźnymi tekstami - i tak trafiłam właśnie na wyrwanezkontekstu.pl.
Alfabet udanego związku, aplikacja Fiszki Polityki czyli ważne informacje w pigułce, i dlaczego nowa reklama Allegro jest zła  to wpisy, z którymi warto się zapoznać.

Lubię pisać i lubię też czytać. Żałuję, że na jedno i drugie mam stanowczo zbyt mało czasu. Podziwiam te z Was, które potrafią wycisnąć z doby każdą cenną minutę i poświęcić ją na realizację własnych pasji. Często przeglądając Instagram czy blogi trafiam na książki, gdzie po Waszej wstępnej recenzji wiem, czy po dany egzemplarz sięgnąć czy nie. DonkaReads to blog recenzencki, skupiający się właśnie na książkach. I to nie zupełnie tych popularnych, od których roi się na Instagramie. Warto się zapoznać z pozycjami, jakie poleca Dominika - ja mam zamiar sięgnąć chociażby po Bandi Oskarżenie.

A Wy na co ciekawego w ostatnim czasie natknęłyście się w sieci?

Do następnego!





poniedziałek, 20 marca 2017

Skin 79 BB VIP Gold Cream | Czyli słów kilka o kremie tonujący, który jest ......kameleonem

Skin 79 BB VIP Gold Cream | Czyli słów kilka o kremie tonujący, który jest ......kameleonem
Z jakimi produktami kojarzy mi się firma Skin79 w ostatnim czasie szczególnie dobrze? Z kolorowymi, przezabawnymi maseczkami do twarzy, z nadrukami imitującymi zwierzęta. Jednocześnie szukając w sieci informacji o kosmetykach kolorowych marki Skin79 dokopałam się do ciekawych wpisów, w których dziewczyny zachwalały ich kremy BB. Jednocześnie przeczesując ostatnio czeluścia Alieexpress, z którego czasem zamawiam ze znajomą kosmetyki, trafiłam na odpowiednik - bo wątpię, że udało mi się upolować w niskiej cenie oryginał - kremu BB marki Skin79 w odcieniu - no właśnie, ciężko mi do końca go określić, bo produkt "zmienia" kolor, w zależności od światła. Niemożliwe? To przejdźcie do dalszej części posta.



Konsystencja kremu BB jest klasyczna - nie jest lejąca, nie jest też gęsta i tępa, lecz przyjemnie kremowa. Bezproblemowo rozprowadza się na twarzy zarówno przy pomocy naszych palców, jak również dobrze współpracuje z gąbką do nakładania podkładu. 
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, była błękitna poświata, która pojawiła się podczas rozprowadzania produktu na twarzy. O ile wierzyć zapewnieniom producenta na opakowaniu, krem tonujący zawiera dość wysoki filtr przeciwsłoneczny, stąd zapewne pojawił się wyżej wspomniany "efekt". Po chwili jednak twarz pokryta była jasnym, beżowym kolorem, z dość dobrym jak na krem BB poziomem krycia. Krem tonujący doskonale poradził sobie z kamuflażem drobnych niedoskonałości cery. Dodatkowo był bardzo lekki, wyglądał naturalnie i nie przesuszył mojej cery, przez co dałam mu zielone światło.
Jednak krem nie okazał się aż tak udanym produktem, ponieważ w słońcu produkt zdecydowanie zaczął wpadać w różowe tony, co w przypadku mojej jasnej cery z różowym odcieniem dało finalnie mało estetyczny efekt. 
Nie wiem co jest do końca przyczyną dość odmiennej tonacji produktu, w zależności od kąta padania i rodzaju światła, ale ja nie jestem jednak do końca przekonana do kameleona jakim okazał się ten produkt. 



Poniżej możecie zobaczyć, jak krem BB prezentuje się w neutralnym, dziennym świetle, nie wystawionym bezpośrednio na działanie promieni słonecznych.



Na kolejnych zdjęciach, możecie zobaczyć, w jaką tonację wpada krem BB, kiedy bezpośrednio pada na niego światło słoneczne.



Różnica w tonacji widoczna jest gołym okiem, przez co krem dla mnie zupełnie nie nadaje się do stosowania w ciągu dnia, szczególnie w okresie wiosenno - letnim, kiedy promieni słonecznych mamy pod dostatkiem. Nie chciałabym go jednak zupełnie przekreślać, bo lekkość i krycie tego produktu są naprawdę zadowalające. Może musiałabym zapoznać się z pozostałymi kremami z tej serii i poszukać odpowiedniej wersji kolorystycznej?. A tego gagatka może wykorzystam w sezonie jesienno- zimowym.



A Wy jakie macie doświadczenie z kremami BB od Skin79?

Do następnego!

sobota, 11 marca 2017

PALMER'S DAILY CLEANSING GEL | Czyli o żelu dla cery wrażliwej, który totalnie się do niej nie nadaje......

PALMER'S DAILY CLEANSING GEL | Czyli o żelu dla cery wrażliwej, który totalnie się do niej nie nadaje......
Niewątpliwie kwestia demakijażu i kompleksowego oczyszczania twarzy stanowi meritum codziennej pielęgnacji. U mnie zawsze 1 krokiem, jest zmycie makijażu płynem micelarnym, a 2 krok to bezapelacyjnie mycie twarzy żelem, pianką czy olejkiem. I tak, o ile pianki czy olejki moja cera toleruje, tak w przypadku żeli często kończy się nadmiernym przesuszeniem i podrażnieniem cery, dlatego ciągle szukam produktu bliskiego ideału. 
I tak tym razem na celownik wzięłam żel do mycia twarzy od Palmer's, dość popularnej w moim odczuciu marki, jeśli chodzi o kosmetyki skierowane dla przyszłych mam - głównie firma kojarzy mi się z balsamem na rozstępy dla kobiet w ciąży. I choć do tej pory produkty Palmer's, przewijały mi się raczej jedynie przelotnie w sieci i na sklepowych półkach, tym razem postanowiłam dać szansę
i sięgnęłam po ich żel do mycia twarzy.


Jaka była pierwsza rzecz, która mnie totalnie zaskoczyła w przypadku tego żelu? Jego niesamowicie gęsta konsystencja, mocno żelowa i lepka, przypominająca mi trochę gumę. Poza tym kompletny brak zapachu. Sama osobiście lubię, kiedy produkty do twarzy oprócz skutecznego działania mają także przyjemny zapach, tak wiem z kolei, że duża część z Was celuje często właśnie w produkty bezzapachowe. Żel po kontakcie z wodą zamienia się w silikonową emulsję, dość mocno się przy tym pieniąc.


Działanie żelu jest mocno oczyszczające, po umyciu nim twarzy czuję, że jest całkowicie odświeżona i zmyte są z niej wszelkie zanieczyszczenia. Niestety, żel jest zdecydowanie zbyt silny dla cery suchej i wrażliwej. Skóra momentalnie się wysusza i staje się mocno napięta. Myślę, że po ten żel mogłyby sięgnąć te z Was, które borykają się z typowo tłustą cerą. Jedynie mam mieszane uczucia, czy stosowanie go przez dłuższy okres czasu nie wywołałoby i u Was nadmiernego przesuszenia. Żel zupełnie nie nadaje się do stosowania w okolice oczu, bo może skończyć się to sporym podrażnieniem. 


Żel ma dodatek protein mlecznych, masła kakaowego, masła shea oraz aloes i witaminę E, które mają wygładzać i łagodzić skórę. Choć nie jestem ekspertem w dziedzinie składów sądzę, że ten tak naprawdę nie jest bliski ideału i pozostawia jednak wiele do życzenia.


Zastanawia mnie też spora rozbieżność cen tego żelu - od 8-9 zł do nawet 30 zł za 150ml . Ja akurat kupiłam go w drogerii internetowej za ok 10zł. Nie uważam jednak tych pieniędzy za wyrzucone w błoto, bo mam zamiar wykorzystać ten żel do mycia pędzli.


Co Wy sądzicie o produktach Palmer's?

Do następnego!

wtorek, 28 lutego 2017

Green Power | Idzie Wiosna i niesie ze sobą zapach ogórka i nutę kokosu.....

Green Power | Idzie Wiosna i niesie ze sobą zapach ogórka i nutę kokosu.....
......i to nie byle jaką nutę, ale eksplozję świeżych, wiosennych zapachów zamkniętych w kremie Miya Cosmetics MyWONDERBALM I'm Coco Nuts oraz wielofunkcyjnym żelu aloesowym od Holika Holika. Znacie? Lubicie? Jeśli nie, to przeczytajcie kilka słów o iście wiosennych produktach, po które powinnyście sięgnąć w nadchodzącym sezonie.....



Intensywnie nawilżający krem Miya Cosmetics myWonderbalm I'm Coco Nuts z olejkiem kokosowym - to silnie nawadniający krem nie tylko do twarzy, składający się wyłącznie z naturalnych składników, bo marka Miya dała czerwone światło takim składnikom jak paraben, silikony, oleje mineralne, parafina czy barwniki. Biały jak śnieg krem o konsystencji gęstego mleczka podczas rozprowadzania zamienia się w ultralekki oleisty mus, który o dziwo daje dość matowe wykończenie. Krem zapewnia stuprocentowe ukojenie przesuszonej skórze, a rajski zapach kokosa przenosi nas piaszczystą i słoneczną plażę! Ten krem to prawdziwa petarda w dużym 75ml opakowaniu. Idealnie sprawdza się w podróży, bo jest produktem wielozadaniowym, poradzi sobie z nadmiernie przesuszoną skórą nie tylko twarzy, ale także dłoni, czy tak newralgicznych stref jak kolana czy łokcie. Ja osobiście stosuję go przede wszystkim na twarz, bo w tej roli sprawdza się rewelacyjnie! Jeśli chcecie, żeby Wasza skóra rzuciła Was na kolana, to sięgnijcie po ten wypełniony po brzegi olejkami kokosowymi i sezamowymi oraz witaminą E i prowitaminą B5 krem, a nie pożałujecie, gdyż Wasza skóra będzie idealnie odżywiona i nawilżona, gotowa wkroczyć w nadchodzącą wiosnę!


Składniki: Aqua (Water), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Glyceryl Stearate SE, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol,  Panthenol, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alkohol, Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol,  Benzyl Benzoate,  Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamalaldehyde.


Holika Holika - wielofunkcyjny kojący żel z 99% wyciągiem z aloesu, który ostatnio szturmem wdarł się na polski rynek kosmetyczny i jest wychwalany we wszelkich mediach społecznościowy musi mieć w sobie to coś, co sprawiło, że tyle osób powiedziało mu TAK! Efektowne, nowatorskie opakowanie w zielonym kolorze stworzone na wzór liścia aloesu, zawiera w sobie bezbarwny przejrzysty żel o rześkim ogórkowym zapachu. Żel w kontakcie ze skórą zamienia się w wodnisty, chłodny film, który kojąco otula naszą skórą. Coś fantastycznego! Ten żel to prawdziwa bomba nawadniająca. Zresztą żel ma nie tylko działanie silnie nawilżające. Aloes pomaga poprawić elastyczność i jędrność skóry, łagodzi stany zapalne i działa przeciwświądowo. Stosowany na włosy zapobiega puszeniu się, rozdwajaniu końcówek a także dba o ich odpowiedni poziom nawilżenia. Chroni skórę przed działaniem czynników zewnętrznych takich jak słońce, wiatr czy mróz. Zalety wynikające ze stosowania aloesu można wyliczać bez liku. Sama się do tego genialnego żelu przekonałam i jedyne czego żałuję, to tylko tego, że zamówiłam na próbę małe opakowanie 50ml. Muszę koniecznie dokupić większą wersję, bo stosuję go codziennie. I mogę śmiało powiedzieć, że poziom nawilżenia mojej skóry zdecydowanie wzrósł!



Macie doświadczenie z tymi produktami? 

Do następnego!

środa, 22 lutego 2017

Ben Nye Banana | Czyli o tym, jak polubiłam sypkie pudry

Ben Nye Banana | Czyli o tym, jak polubiłam sypkie pudry
Sypkie pudy od zawsze omijałam szerokim łukiem. Pewnie wiele z Was się zdziwi, ale ja  bardzo lubiłam efekt lekko wilgotnej i błyszczącej skóry - daleko było mi do polubienia tępego, matowego wykończenia makijażu. Miałam wtedy zawsze wrażenie, że skóra jest niemiłosiernie wysuszona i wygląda o wiele starzej. Być może nie trafiłam wówczas na żaden puder, który utrwalał makijaż, ale sprawiał, że ten wyglądał zbyt ciężko. 

W końcu udało mi się trafić celnie i upolowałam produkt, który moja kapryśna cera prawie natychmiast zaakceptowała i który zmienił moje podejście do sypkich pudrów. 



Ben Nye w kolorze Banana okazał się tym, którego szukałam i który spełnia moje oczekiwania co do swojego działania i zastosowania w 100%.

Co tak naprawdę było głównym czynnikiem, że postanowiłam po niego sięgnąć, mimo mojego sporego uprzedzenia do tego typu produktów? W głównej mierze jego... żółty kolor! Tak, sięgnęłam po niego przede wszystkim dlatego, że spodobał mi się jego odcień. I wiedziałam, że będzie dobrze współpracował z moją zaróżowioną skórą i podkładami, które potęgowały i podkreślały różowe tony mojej cery. Zresztą musicie się zgodzić, że ciężko trafić na ciekawy podkład, który wpada w żółte tony. Przeważnie podkłady mają tendencję do wpadania w odcień różowy, co wiele razy powodowało u mnie duże rozczarowanie. 

Puder Ben Nye w jasnym, żółtym kolorze zaradził temu problemowi, bo świetnie neutralizuje różowy ton podkładu w bardzo subtelny sposób.



Puder jest półtransparentny i bardzo lekki, nie czuć go na twarzy, nie daje po nałożeniu efektu ciężkiej, suchej maski, która podkreśla każdą zmarszczkę. Daje wykończenie półmatowe o lekkim jak mgiełka satynowym wykończeniu.

Myślę, że puder będzie pasował do większości typów urody, ponieważ jego odcień jest dość neutralny. Nie jest kredowo biały i nie powoduje, że cera wygląda blado i niezdrowo, nie jest też za ciemny.


Jest jednak jedna spora jego wada, ale nie tyczy się samego produktu, jak jego opakowania. Niestety sitko jest dość małe i trzeba się trochę namęczyć, żeby wydobyć puder ze środka. Ponadto wieczko jest bardzo małe - po wysypaniu do niego pudru, ciężko jest go później z niego nabrać pędzlem.


A Wy stosujecie pudry sypkie?

Do następnego!

niedziela, 12 lutego 2017

Co możecie znaleźć w mojej torebce | Black&White

Co możecie znaleźć w mojej torebce | Black&White
Nie mam w zwyczaju brać udziału w różnych zabawach typu wszelkiej maści "tagi", ale zachęcający wpis Ani czyli niesamowicie pozytywnej autorki bloga Balbina Ogryzek skłonił mnie do pokazania Wam zawartości mojej torby.... i to w wersji black&white. Choć tak naprawdę wcale tego czarno nie widzę......


Telefon - czy jest jeszcze naprawdę któraś z Was, która go ze sobą nie nosi?
Kalendarz - początek roku to u mnie czas na badania i konsultacje lekarskie a pilnowanie tych wszystkich terminów nie byłoby możliwe bez kalendarza. Zawsze w niedzielę wieczorem sprawdzam, co mam zaplanowane na nadchodzący tydzień, jakie mam spotkania, wydarzenia i ewentualne uroczystości (nie chciałabym zapomnieć o urodzinach/ imieninach bliskich mi osób),
Rolka do odzieży - mam jedne, naprawdę upierdliwe czarne spodnie, które wyjątkowo lubię, ale też które wymagają częstego "odkłaczania" w ciągu dnia, dlatego rolkę do odzieży staram się mieć zawsze w torebce,
Kosmetyczka - a w niej niezbędne kosmetyki do poprawek makijażu w ciągu dnia. Ta ze zdjęcia to już dobrze wysłużona kosmetyczka z Clinique, którą kiedyś otrzymałam w dodatku do zestawu kosmetyków i swoje w praniu już przeszła, więc aktualnie rozglądam się za nową.


Chusteczki higieniczne - bo często dopada mnie katar, jestem tez bardzo wrażliwa i nierzadko zdarza mi się ronić łzy,
Balsam do ust - ciągle mi się pałęta w torbie, ale ostatnio coraz rzadziej go używam, w sumie chyba jest już przeterminowany :)
Chip - czyli moja karta pracownicza, którą muszę odbić w czytniku, rejestrująca mój czas w zakładzie pracy -nie lubię jej, zawsze muszę o niej pamiętać jak zmieniam torebki i strasznie mnie to irytuje,
Tabletki - przeciwbólowy Ibuprom Zatoki, bo migrena to moja znienawidzona "przyjaciółka" oraz witamina C i Aspargin, który pomaga mi w stanach przemęczenia i nadmiernego stresu, uzupełniając organizm w pierwiastki potasu i magnezu. Polecam szczególnie jeśli pijecie sporo kawy:)


Portfel - niestety rzadko zdarza mi się nosić w nim większą gotówkę, bo jestem zagorzałą fanką dokonywania płatności kartą!
Klucze - koniecznie, nie chcę marznąc w zimie przed zamkniętymi na 4 spusty drzwiami!
Perfum - aktualnie Calvin Klein Eternity, w mała i zgrabnej wersji, która nie obciąża mi torebki :)


I jeszcze kilka rzeczy, które gdzieś mi się "zapodziały" na zdjęciach a praktycznie zawsze mam ze sobą

Gumy do żucia - odkąd mój mąż zaserwował mi na drugie śniadanie do pracy kanapki ze świeżym i NIEZWYKLE aromatycznym szczypiorkiem, po konsumpcji których zostałam akurat wezwana na spotkanie służbowe i wpadłam w popłoch  - gumy do żucia lub też zamiennie pastylki tic tac stały się nieodłącznym wyposażeniem mojej torebki :)
Akurat na zdjęciu zapodziały się gdzieś w jednej z kieszonek, w otchłani mojej przepastnej torby razem z długopisami, których przeważnie mam przynajmniej w ilości sztuk dwóch :)
Tangle Teezer - chyba tylko moje włosy potrafią się tak zachowywać po kontakcie z większym wiatrem, jakby wcale nie były uczesane. Odkąd usłyszałam od koleżanki "a ty się dzisiaj przypadkiem nie zapomniałaś uczesać" szczotka wędruje zawsze razem ze mną w torbie.

A co kryje się na dnie Waszych torebek?

Do następnego!

wtorek, 7 lutego 2017

Niebieska seria Ziaja | Antyoksydacja z jagodami acai w roli głównej

Niebieska seria Ziaja | Antyoksydacja z jagodami acai w roli głównej
Ziaja jest jedną z tańszych polskich firm kosmetycznych do których regularnie wracam. I chociaż składy kosmetyków firmowanych znakiem Ziaja nie należą może do najlepszych, i z jakością ich kosmetyków też bywa różnie, to przyciąganie do tej firmy sprawia, że dość często po nią sięgam, szczególnie kiedy nie mam zbyt dużej ilości "wolnej gotówki" żeby zaszaleć z kosmetykami pielęgnacyjnymi.




Moja przygoda z serią antyoksydacja zaczęła się od toniku z kwasem hialuronowym oraz ekspresowym serum to twarzy i szyi. Niebieska seria od razu rzuciła mi się w oko, a niskie ceny produktów nie pozwoliły mi nie skorzystać z okazji, żeby przekonać się, jaka sprawdzi się u mnie najnowsza seria Ziai skierowana do szarej i zmęczonej cery, z którą ostatnio się borykam. 

Ostatnio stałam się bardziej wygodna i lubię sięgać po wszelkie wody termale i toniki w wersji z atomizerem, które rozprowadzają przyjemną mgiełkę na twarzy, bo lubię taką ekspresową formę tonizowania mojej cery. 
Tonik z kwasem hialuronowym i jagodami acai to przede wszystkim lekka i rześka woda o przyjemnym, morskim zapachu z subtelnym owocowym aromatem. Działanie dla mnie ma bardzo zbliżone do wody termalnej. Niweluje napięcie skóry wywołane oczyszczaniem cery przez niektóre dość agresywne środki myjące. Lekko ją nawilża i przede wszystkim przyjemnie chłodzi. Jest fajnym uzupełnieniem pielęgnacji po oczyszczeniu twarzy. Idealnie sprawdza się na skórze wrażliwej, skłonnej do podrażnień.

Cena: 200 ml/ ok 9 zł




Ekspresowe serum do twarzy i szyi wygładzająco - ujędrniające ma sprawić, że cera będzie wyglądać na odświeżoną i wypoczętą. Serum ma bardzo ciekawą, kremowo - żelową formułę i intrygujący, półtransparentny biały kolor z perlistą różową poświatą, która ma zapewniać efekt rozświetlonej i wypoczętej cery. 
Lubię zapach tego serum - jest bardzo świeże, o zapachu morskiej bryzy. Aplikacja serum jest błyskawiczna, serum natychmiast wchłania się w skórę twarzy, dając przyjemne satynowe wykończenie i lekki blask.  Bardzo żałuję, że serum nie nawilża suchej cery w zadowalający sposób, ale za to fajnie sprawdza się pod makijaż. Nie spodziewajmy się też po nim spektakularnego wow, jeśli chodzi o napięcie i wygładzenie skóry. To serum nam tego niestety nie zapewni.
Jednak tak jak wspominałam wcześniej, fajnie sprawdzi się pod makijaż i subtelnie rozświetli cerę. 

Cena: 50 ml/ ok 12 zł 







Pomimo tego, że nie można spodziewać się spektakularnych efektów po produktach z tej serii sądzę, że warto się na nie skusić, bo niska cena, duża pojemność i świetny, świeży zapach zrekompensują nam fakt, że te produkty nie są kosmetycznymi ideałami. U mnie serum fajnie sprawdziło się jako zamiennik bazy pod makijaż, a tonik zajął miejsce wody termalnej.
Na celowniku mam jeszcze satynowy mus do ciała, bo ten brzmi naprawdę obiecująco...

Do następnego!
Copyright © 2014 Moja chwila relaksu , Blogger