piątek, 23 czerwca 2017

Buble od Bania Agafii .....Niemożliwe? A jednak!

Buble od Bania Agafii .....Niemożliwe? A jednak!
Zachwytów nad kosmetykami Bania Agafii nie ma końca. W sieci pojawiają się co rusz jakieś nowe mazidła w tak dobrze nam znanych,  poręcznych i wygodnych saszetkach, które szturmem zdobywają serca większości z Was. Sama z przyjemnością stosowałam jakiś czas temu maseczkę witamiową, i choć na jej temat widziałam różne zdania, mi - a właściwie moje cerze, bardzo przypadła do gustu. 
W ostatnim czasie za dosłownie kilka złotych udało mi się kupić dwa kolejne produkty Bania Agafii. I ... niestety zawiodłam się bardzo i to w dodatku od razu podwójnie!


BANIA AGAFII ODMŁADZAJĄCA MASECZKA DO TWARZY Z MLEKIEM ŁOSIA

Miałam spore oczekiwania po udanej przygodzie z wersją witaminową maseczki, jednak według mnie tutaj coś jednak poszło nie tak. Maska ma konsystencję maślano - budyniową i pachnie wcale nie mniej "spożywczo". Jednak nie jest to przyjemny zapach. Dla mnie jest to męcząca i mdląca woń przestarzałego budyniu śmietankowego. Wytrzymanie z nią na twarzy przez dobre 15-20 minut nie jest wobec tego relaksującym doznaniem. Zaletą maski jest to, że jest treściwa i nie spływa z twarzy, jednak tym samym jest uciążliwa przy zmywaniu i strasznie się rozmazuje. Ponadto po jej zastosowaniu nie zauważyłam żadnych widocznych korzyści. Dla mnie to taka maska - nic. Byłam ciekawa jej opinii i naczytałam się sporo uwag, że potrafi wywołać spore reakcje alergiczne i nierzadko uczula! Na szczęście nic takiego u mnie nie miało miejsca. Muszę jednak przyznać, że po przeczytaniu tych wszystkich opinii nie byłabym skłonna nałożyć jej na twarz (chyba musiałabym wcześniej wykonać próbę uczuleniową ;)) Jeśli jej nie miałyście, nic nie straciłyście!



Bania Agafii Peeling do stóp redukcja nagniotków i odcisków

Kiedyś z uwielbieniem używałam sorbetowego peelingu z papai do stóp marki Avon, i w zasadzie od tego przyjemnego doświadczenia zaczęło się moje zamiłowanie do peelingów do stóp, bo potrafią zdziałać naprawdę sporo. Skoro więc znalazłam coś podobnego od marki Bania Agafii, dużo się nie zastanawiałam nad zakupem... który okazał się totalną porażką. Zapach tutaj też nie wywołał mojej euforii - jest nieprzyjemny, pachnie ziołowo i aptecznie, kojarzy mi się z lekarską maścią. Peeling należy stosować na suchą skórę stóp - i według mnie inna opcja po prostu nie wchodzi tutaj nawet w grę. Peeling jest stosunkowo rzadki, więc w połączeniu z wodą wszystko z naszych stóp od razu by spłynęło. Ponadto drobinki peelingujące są mikroskopijne i jest ich tak mało, że o porządnym peelingu możemy raczej pomarzyć. A redukcja nagniotków i odcisków? Dobry żart. Lepiej moje stopy dopieszczone zostały spacerem brzegiem morza, niż tym produktem. Dla mnie totalny bubel.





A jaka jest Wasza opinia o kosmetykach Bania Agafii?

Do następnego!

środa, 7 czerwca 2017

Limonka z bazylią | Orzeźwiający początek dnia z Isaną

Limonka z bazylią | Orzeźwiający początek dnia z Isaną
Która z Was zaczyna swój dzień od szklanki wody z cytryną, dającej Wam i Waszej skórze poranny zastrzyk energii? Ja wprowadzam ten zdrowy nawyk do codziennej porannej rutyny. A od kilku dni lepszy start w nowo rozpoczynający się dzień zapewnia mi również żel z Isany o zapachu limonki z bazylią. 


Żele z Isany nie należą do moich faworytów, przeważnie sięgam po kremowe żele Nivea bądź Dove, jednak od czasu do czasu robię mały skok w bok dla nowinek pojawiających się na Rossmanowych półkach z żelami Isana, bo muszę przyznać, że szata graficzna żeli oraz ich kombinacje zapachowe, szczególnie tych z wersji limitowanych potrafi przyciągnąć oko i skusić do zakupu. No i ta śmieszna cena.... 


Latem jestem fanką rześkich, świeżych i cytrusowych zapachów, jeśli chodzi o pielęgnację skóry. Bardzo lubię żel Dove z zielonym ogórkiem, bo podczas porannego prysznica potrafi mnie wybudzić na dobre ze snu. Wersja zapachowa Isana z limonką i bazylią od razu przypadła mi do gustu, więc zamieniłam chwilowo mój ulubiony żel ogórkowy na żel limonkowy z nutą bazylii. 
Choć bazylii raczej tutaj nie wyczuwam, to orzeźwiający zapach cytrusów jest tak wyraźny, że nic mi więcej w tym żelu nie brakuje. Jak zwykle jedynie jak to bywa w przypadku żeli z Isany, zapach po kąpieli niestety szybko się ulatnia i nie jest wyczuwalny na skórze. Produkt ma typową, żelową konsystencję i bardzo dobrze się pieni.
Według mnie jest to świetny żel na okres letni, szczególnie podczas porannego prysznica, bo pomaga się rozbudzić na dobre i zacząć dzień z energią.

Cena: ok. 4 zł/ 250 ml



A Wy lubicie żele z Isany?

Do następnego!

czwartek, 1 czerwca 2017

Peeling kawowy? Tak, ale tylko ten od Body Boom!

Peeling kawowy? Tak, ale tylko ten od Body Boom!
Peeling....do tej pory dość nieregularnie stosowany przeze mnie zabieg pielęgnacyjny, szczególnie jeśli chodzi o ciało, bo choć jakiś czas temu przekonałam się do enzymatycznych peelingów do twarzy, tak o naprawdę godnym polecenia peelingu do ciała mogłam pomarzyć. Jednak o produkcie Body Boom jest już od dłuższego czasu tak głośno, że postanowiłam sprawdzić na własnej skórze, w czym tak naprawdę tkwi fenomen tego rozsławionego w sieci produktu. 


Czy jest coś przyjemniejszego od rozpoczęcia dnia od aromatycznej filiżanki świeżo parzonej kawy? Raczej większość z Was przyzna mi rację, że od kawy zaczyna każdy swój dzień (no może po wypitej na czczo szklance wody z cytryną ;) ) Biała, czarna, z mlekiem lub bez. Kawa zawsze i wszędzie.... A co jeśli kawą można nie tylko rozpoczynać. ale także kończyć dzień i to w wersji odprężającego peelingu o zapachu... energetycznego mango lub słodkiej truskawki? 


Peeling kawowy Body Boom o zapachu Mango jest moim niekwestionowanym ulubieńcem, w złuszczaniu martwego naskórka i zdecydowanie zdeklasował produkty, które do tej pory (dość nieregularnie) stosowałam. 
Czym tak naprawdę urzekł mnie ten produkt, że regularny peeling całego ciała wprowadziłam na stałe do mojego planu pielęgnacji? 
OPAKOWANIE - nie jest może najmocniejszą stroną produktu, bo papierowej torebce w łazience, gdzie mamy stały kontakt z wodą nie można wróżyć długiej żywotności, jednak ma coś w sobie, co od razu na myśl przywodzi mi herbaciarnię, w której możemy zaopatrzyć się w oryginalne herbaty  i kawy które znajdą uznanie wśród kawowych smakoszy
KONSYSTENCJA  - produkt ma sypką konsystencję, jednak po zmieszaniu produktu z odrobiną wody, zamienia się w przyjemną czekoladową maź z wyraźnymi drobinami mielonej kawy
DZIAŁANIE - tutaj nie zauważyłam absolutnie żadnych wad, mimo tego, że mam dość wrażliwą skórę i zdarzało jej się źle reagować na zbyt ostrą pielęgnację. Pomijam już walory zapachowe, bo to jest coś niesamowitego - zapach ziaren kawy, który idealnie współgra z orzeźwiającym zapachem mango. Czysta poezja dla naszego nosa. Peeling genialnie radzi sobie z martwym naskórkiem, skóra po zastosowaniu jest absolutnie gładka i zyskuje ładny zdrowy kolor. Ciało staje się nawilżone i odżywione, co mnie totalnie zaskoczyło, bo na to akurat po zastosowaniu peelingu nie liczyłam. Skóra od razu jest bardziej jędrna i sprężysta, jak po zastosowaniu dobrego balsamu do ciała. Mam wrażenie, że peeling zostawia ultralekką powłokę, która subtelnie natłuszcza ciało. 
Produkt składa się tylko z naturalnych składników więc zachęca szczególnie, żeby po niego sięgnąć i do tego jest niesamowicie wydajny!

Cena: 9,90 zł/ 30g lub 65,00 zł/ 200g





Miałyście okazję poznać kawowe peelingi od Body Boom?

Do następnego!

wtorek, 9 maja 2017

Polecane w kwietniu | Czary Marii, BaBassment, Coś na ząb i MRU

Polecane w kwietniu | Czary Marii, BaBassment, Coś na ząb i MRU
Dzisiaj post z cyklu polecane, czyli miejsca w sieci, które przykuły moją uwagę w minionym miesiącu. 


Szperając w ostatnim miesiącu na YouTube wpadłam na dość mało populany kanał Czary Marii, którego niesamowita uroda właścicielki dosłownie powaliła mnie na kolana. Spójrzcie tylko na te piękne oczy i usta, na których tak perfekcyjnie wyglądają kolory pomadek, które Maria prezentuje na filmiku - perfekcja! Kanał typowo beauty, jakich w ostatnim czasie pełno, jednak sympatia jaka bije od tej dziewczyny, nie pozwoliła mi nie zasubskrybować jej kanału. Zresztą, same zobaczcie! 


Blok w piwnicy czyli BaBassment to zbiór różnej maści lifestylowych wpisów. Autorka bloga ma także cykl, w którym publikuje wywiady oraz przedstawia i przybliża nam sylwetki ciekawych postaci z rodzimego "showbizu". Jednak mi najbardziej do gustu przypadły wpisy -  7 skutecznych sposobów, żeby zmotywować się do ćwiczeń, oraz  sposoby na produktywny poranek. Myślę, że każda z Was znajdzie coś wartościowego dla siebie, dlatego zachęcam Was do rzucenia okiem.

Lubicie blogi kulinarne? W kwietniu trafiłam na prawdziwe perełki. Nietylkopasta.pl na którym znalazłam przepis na makaron z pesto z avocado - dla zagorzałej fanki makaronu i avocado raj dla podniebienia. Blog nie tylko serwuje nam znakomite przepisy kulinarne, ale uraczy nas także ciekawymi miejscami, w których można dobrze zjesć i wyjaśni, czy dieta pudełkowa to rozwiązanie dla każdego. Z kolei na Bullio.pl trafiłam na coś, co może być zarówno świetnym deserem do kawy, jak i słodkim śniadaniem, czyli placki jogurtowe z ananasem. Pycha!

MRU - czyli moje rozmaitości urodowe, to świeży blog, dopiero raczkujący, ale autorka już od pierwszych wpisów dba o to, żeby przyciągnąć obserwatorów. Ciekawe zdjęcia, rzeczowe i treściwe recenzje oraz przejrzystość bloga sprawiły, że od razu dodałam go do obserwowanych. Wy też zajrzyjcie i przekonajcie się, że blog ma potencjał!

A Wy jakie miejsca w sieci możecie mi polecić?

Do następnego!



niedziela, 30 kwietnia 2017

Energetyczny krem z masłem mango | Hello Yellow Miya Cosmetics

Energetyczny krem z masłem mango | Hello Yellow Miya Cosmetics
Gdzie ta wiosna ja się pytam? Okropnie brakuje mi słońca, poziom witaminy D3 jest u mnie na poziomie krytycznym, nie mówiąc już o ogólnym samopoczuciu. Ja i moja skóra potrzebujemy porządnego zastrzyku energii. Wyszłam więc naprzeciw wiośnie i na moją łazienkową półkę wyciągnęłam ciężką artylerię na niepogodę, czyli słoneczny i energetyczny Hello Yellow od Miya Cosmetics 


Hello Yellow to nawilżająco - odżywczy krem z masłem mango, olejkiem z pestek winogron, witaminą E i prowitaminą B5, czyli całym bogactwem witamin i olejków, które pozwalają zachować cerę w doskonałej kondycji. Masło mango silnie odżywia skórę, olejek z winogron ]nawilża, a prowitamina B5 i witamina E koi i uspokaja. Krem ma dość lekką, śmietankową konsystencję, przez co bardzo gładko się rozprowadza i błyskawicznie wchłania się do półmatu. W porównaniu z kremem I'm Coco Nuts, który jest najbardziej lekki i najsilniej nawilża, wersja Hello Yellow  jest wersją odrobinę bardziej treściwą, ale też zapewnia silniejsze odżywienie. W przypadku codziennego stosowania skóra staje się bardziej elastyczna.  
Twarz po nałożeniu nie jest silnie zmatowiona, nie ma też na niej tłustego filmu, jakie potrafią zostawiać niektóre kremy. 
Sporym plusem tego  kremu, jak i całej reszty kremów z tej serii, jest fakt, że idealnie nadają się do nakładania pod podkład. Stosowałam go już pod różne i z każdym idealnie współgrał. Nie powodował rolowania się i ważenia podkładu. 



Składniki:
Aqua (Water), Propylheptyl Caprylate, Decyl Oleate, Glycerin, Potassium Cetyl Phosphate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Panthenol, Phenoxyethanol, Sodium Polyacrylate, Tocopheryl Acetate, Triethanolamine, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Sodium Phytate, Alcohol, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.




Jedynym minusem, który ja zauważyłam w przypadku tego kremu, jest jego zapach. Lubię owoce mango, nawet bardzo, jednak w przypadku tego kremu zapach wydaje mi się zbyt chemiczny. Szkoda, bo z tym kremem wiązałam duże nadzieje, nie tylko jeśli chodzi o działanie, ale także o przyjemny dla nosa owocowy aromat. Zapach mimo wszystko ulatnia się po kilku minutach po aplikacji, więc nie jest aż tak uciążliwy. 


Cena: 29,90 zł/ 75ml

Miałyście okazję poznać markę MIYA Cosmetics?

Do następnego!

piątek, 21 kwietnia 2017

Nowość Evree - sugar lips | Cukrowy peeling do ust o zapachu poziomkowym

Nowość Evree - sugar lips | Cukrowy peeling do ust o zapachu poziomkowym
Pamiętacie swojego czasu wielki bum na peelingi do ust które, o ile mnie pamięć nie myli zaczęły się od sławnego, jadalnego scrubu z Lush o zapachu/smaku bubble gum czyli słodkiej gumy balonowej?
Pamiętam, że wówczas zmagałam się z bardzo przesuszonymi ustami i miałam chęć się na niego skusić, jednak - jak wówczas sądziłam - taki przyjemy "gadżet" według mnie kosztował zbyt wiele, więc ostatecznie odpuściłam. Jakiś czas później Sylveco wypuściło pomadkę peelingującą, o której pisałam TUTAJ. Bardzo się u mnie sprawdziła i przekonałam się, że produkty peelingujące do ust to wcale niegłupia sprawa.
Kiedy więc zobaczyłam, że Evree wprowadziło u siebie peeling do ust, na wzór tak naprawdę Lusha ale za znacznie mniejsze pieniądze, postanowiłam odstawić na trochę moją pomadkę Sylveco i sprawdzić, czy moje usta polubią się z nowością Evree.




Produkt zamknięty jest w poręcznym, zakręcanym słoiczku o pojemności 10 ml. Jak dla mnie to całkiem sporo, bo produktu do jednorazowego zastosowania nie trzeba wiele. W środku słoika, które jest słodkie, różowe i dziewczęce znajduje się peeling, który jest mieszanką drobnych kryształków cukru z wazeliną, olejkiem avocado, masłem mango i olejkiem rycynowym, a wszystko w kolorze jasnoróżowym, co daje bardzo przyjemną a zarazem skuteczną mixturę. Jedynie zapach dla mnie choć słodki, to jednak przywodzący na myśl chemiczną poziomkę.






Skład: Sucrose, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Cera, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Elaeis Guineensis Oil, Lanolin, Mangifera Indica Seed Butter, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Gardenia Taitensis Flower Extract, Tocopherol (Mixed), Beta- Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Parfum, Citral, Linalool, Limonene.



Dla mnie peeling ma mocniejsze działanie, niż pomadka Sylveco, a to zapewne za sprawą znacznie większych kryształków peelingujących. Drobinki są na tyle duże, że osobiście zalecam delikatnie masowanie ust - ja za pierwszym razem użyłam trochę więcej siły i usta miałam lekko podrażnione - peeling jest bowiem na tyle skuteczny, że wymaga lekkiego rozprowadzenia i masażu.

Usta po zastosowaniu są totalnie wygładzone, dzięki drobinkom cukru i dobrze nawilżone za sprawą zawartości olejów i wazeliny. Peeling zostawia też na ustach lekką różową poświatę. Zaraz po "zabiegu" usta mają bardzo ładny, głęboki odcień i są bardziej jędrne i bardziej wydatne, ponieważ dzięki masażowi staję się lepiej ukrwione. Bardzo dobrze na tak przygotowanych ustach prezentują się wszelkie matowe pomadki i zauważyłam, że trzymają się jeszcze dłużej.


Dla mnie ten produkt to strzał w 10!

Cena: ok 10zł / 10 ml

A Wy lubicie takie "wynalazki" czy macie jakieś inne tricki na gładkie usta?

Do następnego!


wtorek, 18 kwietnia 2017

Gold Glitter | Kremowy, złocisty żel pod prysznic o zapachu moni i ambry Isana

Gold Glitter | Kremowy, złocisty żel pod prysznic o zapachu moni i ambry Isana
Nie przepadam za rossmanowymi żelami Isana. Według mnie nie mają żadnych zalet poza bardzo niską ceną (ok. 4 zł) i kolorowymi, wpadającymi w oko opakowaniami.
Najbardziej ubolewam  jednak nad tym, że ich niektóre ciekawe kompozycje zapachowe, szczególnie te pochodzące z edycji limitowanych, ślicznie pachną jedynie w opakowaniu, natomiast po kąpieli cały czar pryska i nici z pięknej nuty zapachowej otulającej nasze ciało. 

Przełamałam się jednak ostatnio i zrobiłam mały wyjątek dla złocistego żelu o zapachu monoi i ambry. Po pierwsze - szata graficzna wygląda odrobinę luksusowo, w porównaniu z resztą żeli, a sama nazwa połączenia zapachów brzmi zachęcająco. I nie pomyliłam się, bo po otwarciu opakowania mój nos został uwiedziony przez bardzo przyjemny, ciepły, otulający zapach przywodzący na myśl luksusowe kobiece perfumy. Postanowiłam dać mu szansę i przekonać się, czy tym razem zapach okaże się bardziej trwały. 



ISANA CREMEDUSCHE GOLDEN BEAUTY  - kremowy żel o zapachy monoi i ambry

Olejek monoi pozyskiwany jest z kwiata tiare, bardziej znanego pod nazwą gardenia tahitańska - zapach bardzo zbliżony do wosku Yankee Candle white gardenia, subtelnie kwiatowy,  który w parze z ambrą - bardzo popularną w przemyśle perfumeryjnym, z lekko słodką i żywiczną nutą, daje bardzo ciekawą kombinację zapachów.
Oczywiście, jak można się spodziewać, w składzie powyższych składników nie uraczymy, natomiast dodatek zapachowy sprawia, że żel pachnie naprawdę ciekawie i dość wiernie oddaje wyżej wspominane zapachy. 



Żel ma dość kremową konsystencję, nie jest bardzo lejący, ma ciekawy perłowo- złoty kolor, przyjemnie się pieni i jest nawet dość wydajny. Sporym plusem jest fakt, że w przeciwieństwie do pozostałych żeli z tej serii, pozostawia lekki zapach na skórze, który przywodzi na myśl ciepłe, kobiece perfumy. Tradycyjnie jednak przesuszył mi skórę, ale patrząc na skład, nie ma się czemu dziwić. 


Żel jest w wersji limitowanej, więc jeśli macie na niego chęć, to musicie udać się czym prędzej do Rossmana. Mi przypadł do gustu i ostatnio kupiłam nawet jeszcze jedno opakowanie!

Cena: ok. 4zł / 300ml

Do następnego!

czwartek, 13 kwietnia 2017

123 Step Pig Nose Clear Holika Holika vs. Głęboko oczyszczające plastry na nos L'biotica | Czy 3 kroki okazały się lepsze niż 1?

123 Step Pig Nose Clear Holika Holika vs. Głęboko oczyszczające plastry na nos L'biotica | Czy 3 kroki okazały się lepsze niż 1?
Popularne w sieci, kolorowe i zabawne opakowanie skrywające 3 etapowe oczyszczanie nosa z wągrów i zaskórników, czy zwykłe, czarne, zdecydowanie mniej przyciągające oko 1 etapowe usuwanie niechcianych przyjaciół? Który produkt według mnie zasługuje na większą uwagę, a który jest zdecydowanie zbyt przereklamowany? Co Wam polecam? 



L'biotica plastry oczyszczające nos

Nie wiedziałam długo o ich istnieniu, do momentu, aż trafiłam na nie na profilu Instagramowym MissLilith - zupełnie niepozornie wyglądające opakowanie, skrywające w sobie 3 czarne jednorazowe plastry oczyszczające.




Zakłada się je na zwilżony uprzednio nos, dobrze dociskając - tak nałożony zostawiamy na 15 minut, w tym czasie relaksując się wygodnie na kanapie z książką w ręku, bądź siadamy do najnowszego posta, tak jak ja to uczyniłam w tym momencie - mamy tu więc swoistą namiastkę testu na żywo ;) 

Już po kilku minutach po przyklejeniu plastra czuć, jak stopniowo zaczyna wysychać i wyraźne ściąga skórę na całym obszarze, do którego jest przyklejony. Niestety nie odpowiada mi do końca sam zapach, ponieważ kojarzy mi się z tym specyficznym klimatem gabinetu dentystycznego :)
Gdy plaster zupełnie wyschnie, robi się bardzo sztywny i silnie przywiera do powierzchni na jaką został nałożony. Ale nie obawiajcie się, ściąganie nie jest bardzo nieprzyjemne. Czuć dość intensywne naciąganie, ale bez dramatu. Nawet jeśli ściąganie plastra nie będzie dla Was przyjemne, efekt wynagrodzi Wam ten lekki dyskomfort. Plaster wyciąga bowiem jakieś 70% wągrów i zaskórników, co od razu widać w lustrze i na samym plastrze, którego wybaczcie, ale na fotografii postanowiłam nie uwieczniać.
Jak dla mnie rewelacja! Nos jest dogłębnie oczyszczony i w żaden sposób nie jest podrażniony.

Cena: ok. 9 zł/opak. 

123 Step Pig Nose Clear Holika Holika 

Nie będę tutaj ukrywać, że przede wszystkim wybór tego produktu podyktowany był opakowaniem - zabawnym, kolorowym,przyciągającym oko i bardzo popularnym w sieci. Zainteresowała mnie też 3 etapowa formuła stosowania, ponieważ do tej pory miałam okazję używać jedynie jednoetapowych produktów tego typu. 

Krok 1: jest to bawełniany płatek, bardzo mocno nasączony preparatem, który ma za zadanie rozpulchnić i otworzyć pory, umożliwiając następnemu krokowi wyciągnąć jak najwięcej czarnych intruzów z naszego nosa. Dla mnie plaster jest zbyt mokry, ześlizguje się a przede wszystkim.... okropnie śmierdzi. Zapach bardzo chemiczny, kojarzący się z zapachem produktów do czyszczenia toalet. Nałożony na nos powodował uczucie lekkiego mrowienia i szczypania. Musimy w dodatku tak wytrzymać jakieś 15-20min. Jednak po zdjęciu plastra nie zauważyłam żadnej widocznej zmiany.

Krok 2:  to sztywny różowy plaster, bardzo klejący. Należy go nałożyć na lekko zwilżony nos, dokładnie przykleić, zaczekać ok 15 min aż całkowicie wyschnie i bardzo mocno przyklei się do nosa, po czym należy go zerwać. Usuwanie plastra tak samo jak w przypadku tych z L'biotica nie jest przyjemne, ale nie jest najgorsze. Niestety w przypadku tego plastra usunięcie wągrów było znacznie słabsze, może na poziomie 40%.

Krok 3: to żelowy płatek nasączony tym razem bardzo przyjemnym dla nosa, perfumowanym zapachem, który ma złagodzić ewentualnie powstałe zaczerwienienia i zamknąć pory. Tutaj czas trzymania jest dowolny, ja miałam go na nosie do momentu, aż stał się całkowicie suchy. Według mnie jednak krok ten jest zupełnie zbędny. Nie zauważyłam działania łagodzącego ani zamykającego pory.

Cena: ok 15 zł/ opak.




Jak same doszłyście już zapewne do wniosku po przeczytaniu wpisu, ja stawiam zdecydowanie na plasterki od L'Biotica - całkowity czas "zabiegu" to 15 minut w 1 szybkim kroku, zapewniającym dużą skuteczność i zadowalający efekt. I w dodatku oszczędzamy kilka złotych.

Plastry od Holika Holika są zdecydowanie bardziej czasochłonne (jakieś 45 minut!) i dają o wiele gorsze efekty i są po prostu droższe. Nadrabiają za to ciekawym opakowaniem.

A Wy macie doświadczenie z tymi plastrami? Chętnie poznam Waszą opinię!

Do następnego!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Magia ultranawilżania | Bielenda Algi Morskie

Magia ultranawilżania | Bielenda Algi Morskie
Z niebieską serią Bielenda Algi Morskie nie wiązałam szczególnych oczekiwań. Trafiłam na nią tak ot, na dużej promocji w niepozornej drogerii, gdzie stało serum przecenione na niespełna 10 zł. Pomyślałam, pewnie cudów nie zdziała, ale jak znam markę Bielenda, z pewnością też nie zaszkodzi. Więc wzięłam.... i się bardzo miło zaskoczyłam :)


Bielenda Algi Morskie 2 fazowe hydro - lipidowe serum 

Pierwszym produktem po jaki sięgnęłam, było serum. Tego typu produktów nigdy nie jestem w stanie sobie odmówić, przede wszystkim z uwagi na fakt, że moja sucha skóra chłonie takie specyfiki jak gąbka. 
Bardzo spodobała mi się formuła produktu. Serum składa się z przejrzystej, wodnistej warstwy oraz drugiej, zdecydowanie bardziej oleistej warstwy niebieskiej. Po wymieszaniu obu konsystencji tworzy się silnie nawilżająco-nawadniające serum. Nie jest jednak bardzo tłuste i nie pozostawia na twarzy nieprzyjemnego filmu. Praktycznie natychmiast po jego zastosowaniu skóra staje się sprężysta, nawilżona i jedwabiście miękka. Do tego nabiera zdrowego świetlistego blasku, co jest z pewnością zasługą olejków. Dla wybitnie suchych cer jest to idealny produkt. Cera natychmiast nabiera zdrowego blasku. Adieu szarej i matowej cerze!
Główne składniki serum to olejek z mikroalg, kawior, witamina E, koper morski i koncentrat wody morskiej. 

Cena: ok 20 zł/30ml




Bielenda krem nawilżający Algi morskie

Krem również zasługuje na uwagę wszystkich posiadaczek cer suchych. Jego lekka, śmietankowa konsystencja błyskawicznie funduje cerze zastrzyk nawilżenia, choć w nie w takim stopniu jak serum. Jest za to jego świetnym uzupełnieniem. Krem nie wchłania się do zupełnego matu, co ja osobiście w tego typu kremach bardzo lubię, szczególnie kiedy mam dzień no-makeup.
Zawartość ekstraktu z alg spirulina, kolagenu i kopru morskiego sprawiają, że skóra jest wyraźnie odżywiona i zmiękczona a problem przesuszonych partii zniknął.
Krem można stosować na dzień i na noc. Chociaż według mnie na noc jest zbyt mało treściwy i ja zdecydowanie chętniej stosuję go na dzień. 

Cena: ok 20zł/50ml




Jeśli potrzebujecie produktów łatwo dostępnych, drogeryjnych, które w krótkim czasie postawią Waszą przesuszoną cerę na nogi - sięgnijcie właśnie po tę serię. I niech Was nie zwiedzie to, że krem jest przeznaczony dla kobiet po 40 roku życia, nada się bowiem do znacznie młodszych cer. 
Dostępne są także inne wersje kremów, więc każda powinna znaleźć coś dla siebie!


Do następnego!

wtorek, 28 marca 2017

Polecane w Marcu | Fabjulus, gotowe tła do zdjęć, faceci w sieci, złote plakaty, nasławniejszy królik Instagrama na Youtubie, wyrwane z kontekstu i co poleca donkareads

Polecane w Marcu | Fabjulus, gotowe tła do zdjęć, faceci w sieci, złote plakaty, nasławniejszy królik Instagrama na Youtubie, wyrwane z kontekstu i co poleca donkareads
Dzisiaj dam Wam odpocząć od kosmetyków, w zamian za to pokażę Wam miejsca w sieci, gdzie warto zajrzeć. Zapraszam, bo nie pożałujecie - dzisiaj w zestawieniu najciekawsze miejsca w Internecie, na jakie udało mi  się trafić w upływającym miesiącu.


Gulity Pleasures i Za co kochamy Bonda możecie przeczytać u FabJulus. Blog pisany zabawnym, lekkim językiem, z przymrużeniem oka, oraz dużą dawką humoru, która wywoła uśmiech na twarzy nawet u największej pesymistki. Ale co tu się dużo rozpisywać, przekonajcie się same.

Szukacie inspiracji do zdjęć, ale wiecznie brakuje Wam pomysłowego tła, a nie macie zbyt dużej weny, żeby wykombinować coś na własną rękę? Dzięki gotowym rozwiązaniom jakie daje nam Printea.pl, możemy kupić zestaw teł, w tym np. tak popularny w ostatnim czasie wzór marmuru. Ja jestem na tak  i mam zamiar się w takie tła zaopatrzyć. A Wy? 

Rzadko trafiam i czytam typowo męskie blogi. Ale dla tego bloga, zrobiłam wyjątek, FacetNieidealny.pl podpowie Ci Jak wybrać idealny prezent dla mężczyzny, pokaże Jak smartfony zmieniły podejście do zdjęć czy udowodni, że 20 małych zmian zmieni Twoje podejście do życia i otoczenia. Według mnie męski blog nie tylko dla facetów.



Lubicie ciekawe i nietuzinkowe obrazy i plakaty? Wiem, że tak - na Instagramie i blogach aż roi się od wszelkich inspiracji, czym upiększyć ściany w naszych mieszkaniach. Piękne obrazy, plakaty i inne dodatki do domu, możecie dostać na stronie zloteplakaty.pl. A wybór jest naprawdę spory!

Kojarzycie popularnego Milorda z Instagrama? Właścicielka tego uroczego królika, oprócz udzielania się na Instagramie, postanowiła spróbować swoich sił na YouTube - tak powstał kanał Asiapok. Póki co kanał dopiero się rozwija, ale już widać, że ma spory potencjał.

Czasem monotematyczność blogów kosmetycznych, sprawia, że zaczynam spoglądać chętniej w stronę blogów z typowo luźnymi tekstami - i tak trafiłam właśnie na wyrwanezkontekstu.pl.
Alfabet udanego związku, aplikacja Fiszki Polityki czyli ważne informacje w pigułce, i dlaczego nowa reklama Allegro jest zła  to wpisy, z którymi warto się zapoznać.

Lubię pisać i lubię też czytać. Żałuję, że na jedno i drugie mam stanowczo zbyt mało czasu. Podziwiam te z Was, które potrafią wycisnąć z doby każdą cenną minutę i poświęcić ją na realizację własnych pasji. Często przeglądając Instagram czy blogi trafiam na książki, gdzie po Waszej wstępnej recenzji wiem, czy po dany egzemplarz sięgnąć czy nie. DonkaReads to blog recenzencki, skupiający się właśnie na książkach. I to nie zupełnie tych popularnych, od których roi się na Instagramie. Warto się zapoznać z pozycjami, jakie poleca Dominika - ja mam zamiar sięgnąć chociażby po Bandi Oskarżenie.

A Wy na co ciekawego w ostatnim czasie natknęłyście się w sieci?

Do następnego!





Copyright © 2014 Moja chwila relaksu , Blogger