........ to była pierwsza moja myśl, kiedy pewnego pięknego wieczoru użyłam do demakijażu oczu tego cudaka od Evree. O ile z innymi produktami Evree z którymi mam, lub miałam styczność, stosowanie kończyło się wzajemną akceptacją, tak w tym przypadku ten produkt okazał się dla mnie totalną klapą i katastrofą!
Pech chciał, że wpadł mi w oko na promocji w Naturze, kiedy robiłam zakupy produktów pierwszej potrzeby. Moja kobieca ciekawość dotycząca nowinek kosmetycznych w tym przypadku znów wzięła nade mną górę, ale w tym przypadku zamiast wielkiego "wow"jest olbrzymie "nie!"
Sama jednak poniekąd jestem sobie winna, bo nawet dobrze nie zapoznałam się ze składnikami produktu, a już wrzuciłam go do koszyka. Dopiero w domu zorientowałam się, że płyn do demakijażu to tak naprawdę kombinacja 3 olejków:
- rycynowego
- makadamia
- ostropestu
Stwierdziłam, że może nie będzie tak źle, bo choć nie przepadam za płynami do demakijażu, szczególnie dwufazowymi, które mają często oleistą warstwę, tak mimo wszystko niektóre okazywały się całkiem niezłe. Niestety, z pewnością nie ten.
Płyn rozlewa się z butelki, tłuści mi palce i samą buteleczkę, która ciągle wyślizguje mi się z dłoni. Makijaż zmywa bez rewelacji, bardziej rozmazując niż usuwając, w dodatku pozostawia tak niemiłosiernie tłusty i lepki film na oczach i ich okolicy, że pomyślałam w pewnym momencie, że chyba bez różnicy byłoby, jeśli w tym momencie wyciągnęłabym zwykły olej i próbowałą nim zrobić demakijaż oczu. Film jest na tyle uciążliwy, że nawet nie do końca czułam, że się go pozbyłam po zastosowaniu żelu do mycia twarzy.
Próbowałam do niego zrobić jeszcze 2 lub 3 podejścia, ale się poddałam, bo za każdym razem wydawał mi się jeszcze gorszy. Płyn wyląduje w koszu, bo nie mam na niego siły.
Przykro mi Evree, bardzo lubię Wasze produkty, ale w tym przypadku chyba strzeliliście sobie w kolano.
A Wy go znacie?
Do następnego!


