piątek, 4 sierpnia 2017

Gładkie i jędrne ciało nie tylko latem | Lirene antycellulitowe serum z 5% kwasem migdałowym o działaniu złuszczającym

Uff! Lato się w końcu obudziło i daje nam popalić ekstremalnymi, niemalże tropikalnymi temperaturami. U mnie w ruch idą codziennie litry mrożonej herbaty miętowej i wody gazowanej. Jak żyć? Dobrze, że zawczasu zadbałam też o polepszenie kondycji mojej skóry z Antycellulitowym serum z 5% kwasem migdałowym od Lirene, bo letnie sukienki i spodenki zobowiązują..... 


Z zasady nie stosuję produktów antycellulitowych ponieważ:

  • nie wierzę kompletnie w ich skuteczność, co się niejednokrotnie potwierdziło
  • za bardzo chłodzą
  • za bardzo rozgrzewają 
I właśnie głównie z powodu tych 3 czynników zwykle omijałam je szerokim łukiem i z dużą rezerwą. Jednak przeczytałam już kilka pozytywnych opinii na temat tego serum, a że chciałam poprawić zaniedbaną w ostatnim czasie kondycję mojej skóry przed urlopowym wyjazdem, potrafiłam dać mu szansę tym bardziej, że znalazłam go w Biedronce na promocji, gdzie za opakowanie zapłaciłam 14 zł. 



Produkt już na pierwszy rzut oka bardzo mi przypadł do gustu wizualnie. Czarna tuba z limonkowo-zielonymi elementami od razu przywiodła mi na myśl cieszące się popularnością produkty z aktywnym węglem, i choć tutaj takiego składnika nie uraczymy, koncepcja sama w sobie bardzo mi się spodobała. Ostatnio bowiem to, co "czarne" jest bardzo popularne. 



ZAPACH
Zastanawiałam się też nad zapachem, czy nie będzie za bardzo drażniący i czy da się z nim wytrzymać. I o dziwo, tak jak większość tego typu kosmetyków pachnie zdecydowanie zbyt chemicznie i toaletowo, tak ten zaskoczył mnie przyjemną dość cytrusową nutą. Miła  odmiana!

FORMUŁA
Konsystencja również jest na plus. Lekko żelowa, dość rzadka, błyskawicznie się wchłania, nie pozostawiając żadnego tłustego, a co najważniejsze, lepkiego filmu.

DZIAŁANIE
Producent zaleca stosowanie produktu 1 x dziennie, wieczorem. Stosowałam się do zaleceń i pokornie wcierałam serum w najbardziej wymagające partie ciała - brzuch, uda i pośladki. Zgodnie z obietnicą cellulit miał się ładnie zredukować do 78% a ciało miało stać się wyraźnie gładsze, jędrne i bez grudek i nierówności nawet do 93%
Z cellulitem produkt nie poradził sobie tak, jak obiecywał producent, bo skórka pomarańczowa  jak każda z Was zdaje sobie dobrze sprawę, to ciężki przeciwnik, który mysi być zwalczany wieloetapowo. Jednak miło zaskoczyła nie poprawa kondycji skóry pod względem napięcia.
Produkt sprawił, że skóra stała się mniej wiotka, zdecydowanie bardziej sprężysta i przyjemnie wygładzona. Efekt dla mnie jest zadowalający!
Serum nie uczula, nie wywołuje żadnych "skutków ubocznych" w postaci grzania lub chłodzenia, Nie bójcie się też efektu złuszczania, ponieważ stężenie kwasu migdałowego jest małe i w zasadzie efektu złuszczania nie radziłabym się spodziewać.
Myślę, że ten produkt włączę na stałe do codziennej pielęgnacji, bo chcę cieszyć się lepszą kondycją mojego ciała nie tylko w okresie letnim.


A Wy stosujecie tego typu produkty?

Do następnego!

5 komentarzy:

  1. Po ciąży chętnie widziałabym go u siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze, że to działa! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że mnie zaciekawiłaś! Na ogól nie przepadam za Lirene :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Akurat Lirene nie miałam, ale kupuję antycellulitowe i ujędrniające produkty z Eveline i faktycznie trochę widać różnicę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja markę Lirene traktuję trochę po macoszemu i rzadko sięgam po ich produkty. Też nie wierzę, że tego typu kremy mogą pozbyć się cellulitu, ale bardzo lubię te grzejące. Dla mnie nigdy nie jest za ciepło :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli do mnie zajrzałaś, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza - daje mi to motywację do dalszego pisania i sprawia, że to co robię ma naprawdę sens :)
Staram się odpisywać na każdy pozostawiony komentarz i zawsze odwiedzam ich autorów :)

Pozdrawiam i zapraszam częściej

Copyright © 2014 Moja chwila relaksu , Blogger